środa, 7 marca 2018

Saal-digital fotoksiążka.

Jakiś czas temu dostaliśmy do testów piękną fotoksiażkę od Saal-digital. Od razu wymarzyłam sobie jak będzie wyglądać, wiedziałam ze chce aby była minimalistyczna, a możliwość wykonania samodzielnego projektu tylko mi pomogła. Tak wiec stworzyłam swoją własna książkę ze zdjęciami, złożyłam zamówienie i po jakimś czasie zawitał kurier z wyczekana paczka.  Nie spodziewałam się ze po rozpakowaniu moim oczom ukarze się takie cudo! Fotoksiążka pięknie wykonana, jakoś zdjęć cudowna i co najważniejsze książka jest dosyć solidna wiec łatwo się nie zniszczy. Jedynym minusem jest fakt, ze cena takiego cuda to dosyć wysoka kwota. Czy jest tego warta? Niestety nie mam porównania z żadna inna wiec nie mogę się wypowiedzieć na ten temat. Nie zmienia to jednak faktu, ze jestem niezmiernie z niej zadowolona i piękna eksponuje się ona na półce! Myśle ze nie jest to nasza ostatnia fotoksiążka i na pewno coś jeszcze kiedyś zawita w mojej fotograficznej kolekcji. 





wtorek, 20 lutego 2018

2017

Styczeń
Spadł śnieg, były długie spacery i zabawy, czasem były ostre mrozy i wtedy Aza z Rambem, a raczej ich łapy odmawiały posłuszeństwa, ale ja i Max nie daliśmy się i chociaż na chwilę wychodziliśmy na pole pomimo kilkunasto stopniowego mrozu. W styczniu robiliśmy sporo zdjęć, bo trzeba było nauczyć się żyć z nowym aparatem. Były też spacery z Inką i Figą, a nawet spotkaliśmy się z Julitą i Rayem oraz Martyną i Joy.
 Luty
Na początku miesiąca dużo spacerowaliśmy, a 14 lutego Max miał zabieg kastracji. 2 tygodnie nie robiliśmy prawie nic, byl to miesiąc stresu i lenistwa. Przez tydzień miałam pod opieką Inkę i Figę.
Marzec
Spacer z Wiktorią i Frankiem, spacery z Inką i Figą, trochę bike joringu, a koniec miesiąca to kastracja Ramba.
Kwiecień
Coraz więcej słonecznych dni, dużo spacerowania, małe treningi i grupowy trening agility z Klaudią Litwin w Świdniku, odbył się również spacer z Zakudłaczonymi.
Maj
Mój krótki wyjazd na majówkę, po powrocie długie spacery, dużo zdjęć, spotkania z Inką i Figą, przesiadywanie nad stawem i w końcu 3 tygodnie wyjęte z życia przez anginę.
Czerwiec
Poprawianie ocen, spacery, lenistwo nad stawem, wodowanie dużo wodowania, znowu spacery z Inką i Figą, zakończenie roku szkolnego i upragnione wakacje! Początek wakacji na rolkach, rowerze i spacerowaniu.
Lipiec
Początek miesiąca pod znakiem spacerów. Byliśmy z Maxem nad zalewem na grupowym spacerze, a 5 lipca zmarł nasz dziadek. Lipiec to miesiąc smutku, płaczu i przemyśleń. Z psami tylko spacerki.
Sierpień
Mój wyjazd w Bieszczady. Stado pod opieką babci i wujka. Po powrocie spacery i sesje zdjęciowe.
Wrzesień
Wybieraliśmy się do warszawy na zawody i zlot niestety przez pogodę daliśmy sobie spokój. Spacerowaliśmy z Wiktorią i Frankiem, chodziliśmy na długie wycieczki do lasu, robiliśmy zdjęcia, miałam dużo czasu dla psów. Byliśmy na kolejnym spacerze z Wiktoria tym razem ona zabrała Maxa a ja Ramba i o dziwo obeszło się bez stresów. Zaczęliśmy troche frisbee , Rambo łapał rollery, czasem i Max pobiegał, a nawet Gandalf szalał za dyskiem :D
Październik
Był wietrzny zimny i mokry, ale to nie przeszkadzało nam w spacerowaniu, czasem chodziłam nawet z Inką i Figą. A nawet zrobiłam fajną sesje leśną :)
Listopad
Pamiętam taki dzień kiedy poszliśmy na spacer i czułam się tak cudownie, że mogłabym chodzić i chodzić. Psy były wtedy takie szczęśliwe, a zrobiliśmy tyle kilometrów, że po powrocie do domu od razu poszły spać :D Niedługo po tym wybraliśmy się na wycieczkę nad nasze małe jezioro. Ogólnie bardzo dużo spacerowaliśmy, a ja robiłam mnóstwo zdjęć, pogoda nie była zła, więc korzystaliśmy, a koniec miesiąca to były spacery późnymi wieczorami. Niby smyczowe a jednak miło je wspominam:)
Grudzień
W grudniu było kilka śnieżnych spacerów, a później miałam przez dwa tygodnie dosyć mało czasu dla psów. Zaczęłam kurs na prawo jazdy więc wieczorne wykłady i powroty po 19 do domu. Psy wtedy się niestety nudziły. Później przerwa świąteczna i dużo czasu dla piesków. Korzystaliśmy z wolnego czasu więc bardzo dużo spacerowaliśmy. A przed samą wigilią byliśmy jeszcze na bardzo fajnym spacerze z Wiktorią, Herą i Frankiem.



piątek, 2 czerwca 2017

KASTRACJA - JAK TO U NAS PRZEBIEGŁO?

14.02.17
12:30 dojechaliśmy do kliniki, Max został zważony, osłuchany i dostał głupiego jasia, powoli przysypiał, uspokajał się aż w końcu nie mógł ustać na nogach, lekarz powiedział, że prawdopodobnie zwymiotuje, tak się stało. Jak już był gotowy założono mu wenflon i podano narkozę. O 13 wyszliśmy z kliniki, mieliśmy wrócić za godzinę, aby pies był już wybudzony. Gdy o 14 podjechaliśmy do kliniki, ja wyleciałam z samochodu jak poparzona, no cóż, martwiłam się o tego mojego syneczka. Okazało się, że ten mój jak to nazwał weterynarz ,,narkoman'' jeszcze śpi. Poczekałyśmy jeszcze kilkanaście minut aby się wybudził, dostaliśmy wszystkie informacje co robić gdyby.oraz jak się nim zajmować przez najbliższe dni. Max ani myślał się budzić, nie działo się z nim nic złego powieki reagowały, oddech był normalny, Max po prostu sobie spał. Panowie założyli mu kołnierz i zanieśli nam go do samochodu. Całą drogę spał, jak dojechaliśmy tylko podniósł głowę, wnieśliśmy go do domu, gdzie zdezorientowany Rambo miał minę pt. ,,jezu brachu co oni ci zrobili'' i dzielnie pilnował Maxa, który nadal spał. Koło 16 wstał, ale tylko na chwilę, nie miał na tyle siły, żeby chodzić, więc kolejne dwie godziny spał. Jakoś o 18 wyszliśmy na dwór na siku, normalnie szedł jakby nic się nie stało, ale jednak kołnierz na ten moment był dla niego nie do ogarnięcia, tłukł nim o wszystko, wąchać się nie dało, no ogólnie nie za ciekawe urządzenie. Wróciliśmy do domu i pies dostał nowej energii, jeszcze przed pójściem spać wyszłam z nim raz no i myślałam, że prześpi całą noc, ale niestety kręcił się niemiłosiernie, walił kołnierzem o ściany, o meble, ogólnie robił niezły hałas, ale co mogliśmy na to poradzić. W nocy jak i nad ranem wyszedł na szybko na dwór , a rano już odsypiał. Myśleliśmy, że na drugi dzień już będzie chodził normalnie i szalał co najmniej tak jak poprzedniego dnia wieczorem, ale gdy zjadł zwymiotował i potem nie czuł się najlepiej, widać, że go trochę boli no i nadal jest słaby. Kolejną noc spędził z Rambem.

30.03.17
Dzień kastracji Ramba. Tutaj ja miałam już mały udział w zabiegu. Nie miałam możliwości umówić go na taki dzień kiedy mogłabym pojechać z nim. Jak wiecie lub nie dojeżdżam do szkoły i w tygodniu w domu jestem najwcześniej koło 16, a moja mama nie chciała czekać z zabiegiem. Obie chciałyśmy zrobić to jak najszybciej. Tak więc zadzwoniłam do weterynarza, umówiłam R. na 30 marca na godzinę 13. Do kliniki pojechał z mamą, wszystko odbyło się tak samo jak u M., z tą różnicą, że Rambo miał założone aż 5 szwów. Podobno u buldogów to wszystko jest jakoś inaczej zbudowane czy umieszczone i trzeba było zrobić dwa cięcia. Kolejną różnicą było to, że Rambo nie dostał kołnierza. Jego mało giętkie ciałko i tak nie pozwoliłoby mu lizać rany, tak więc to na plus. U Ramba gojenie przebiegło bez zarzutów i na chwilę przed świętami wielkanocnymi zdjęliśmy mu szwy, a biały zapomniał, że coś się stało.

ZACHOWANIE PO ZABIEGU:
Od kastracji Maxa minęło już 3,5 miesiąca, a Ramba 2 miesiące. Główną różnicą jest to, że chłopaki nie obsikują wszystkiego co popadnie. Mam również wrażenie, że są grzeczniejsi. Max ma ogromny zapał do pracy i świetnie u niego ostatnio z przywołaniem, Rambo natomiast jest po prostu spokojniejszy i również chce mu się ze mną coś tam robić. Minęło jeszcze za mało czasu, żebym mogła powiedzieć coś więcej, ale na pewno nie będę musiała się już martwić o cieczki Azy i o to, że chłopakom odbije, oraz , że któryś nie daj boże zostanie tatusiem.

KOSZT:
Zabieg Maxa był w okresie zniżek, więc po 30% zniżce za wszystko zapłaciłam 140 zł, natomiast Rambo nie załapał się już na te 30% i zapłaciłam za niego 150 zł. Biorąc pod uwagę różnicę wagową, to te 30% na prawdę dużo nam dało.

PODSUMOWUJĄC:
Zabieg został przeprowadzony bardzo dobrze, bardzo podobało mi się podejście lekarzy do psa oraz opieka pooperacyjna. Koszt biorąc pod uwagę to czego się spodziewałam okazał się stosunkowo nie wielki. Ja jestem zadowolona, psy też nie wyglądają na skrzywdzone także możemy polecić kastrację każdemu!



GDZIE BYLIŚMY JAK NAS NIE BYŁO?

Ostatni post pojawił się tutaj...hmm...14 kwietnia z tego co widzę. Blog zarósł kurzem, niektórzy nawet pewnie nie zauważyli że nas nie było, a inni może zastanawiali się co się stało, czy blog już nie będzie funkcjonował, może już nie wrócimy? Wracamy, tak łatwo się nas nie pozbędziecie. Powodem tego, że tyle nas nie było, był...było moje lenistwo to po pierwsze, po drugie miałam taki okres gdzie niby miałam ten wolny czas, niby mogłabym pogodzić wszystko, ale krótko mówiąc nic tylko się opierdzielałam. Znajdowałam sobie zajęcia, które zabijały mój czas, i tak na prawdę rozleniwiły mnie doszczętnie. Teraz gdy już 3 tygodnie choruje a 2 siedzę w domu postanowiłam coś z tym zrobić. Postanowiłam zrobić coś dla siebie, wziąć się za psy, za stronę i blog, oraz bardziej organizować sobie czas. Nie spędzać go na oglądaniu seriali, postarać się walczyć z tym, że ,,eee nie chce już mi się iść na spacer, pójdziemy jutro'' i ogólnie robić dużo dużo ciekawych rzeczy. Maj był straszny, nie zrobiliśmy w sumie nic, majówkę jedynie spędziliśmy aktywnie, a potem cisza, spacery nie odbywały się codziennie , treningów brak, a potem zachorowałam. Angina wybrała ze mnie resztki dobrej energii, ale już wracamy! W tym tygodniu prawie codziennie byliśmy nad stawem, pieski szalały, pływały, a potem odpoczywały, natomiast dzisiaj wzięłam się trochę za wyczesywanie Maxa i takim sposobem mam dwa kłakoszczeniaczki :) 
Jaki mamy plan na najbliższe tygodnie? 
Nie mamy planu, zobaczymy co przyniesie czas!





piątek, 14 kwietnia 2017

Wielki Czwartkowy Trening Agility z Klaudią Litwin

Na treningu agility nie byliśmy od grudnia, a w grudniu i tak było ich tylko dwa. W domu robiliśmy też nie dużo, jakieś tam outy i hopeczki, ale to przed kastracją, potem długo nic i dopiero dwa dni przed treningiem z Klaudią trochę poskakaliśmy. Nie spodziewałam się rewelacji, chociaż po cichu miałam nadzieję, że prędkość będzie poprawiona, bo nad tym dłubaliśmy więcej. Ale od początku....
Zachowanie Maxa zdziwiło mnie już po tym jak wsiedliśmy do samochodu. 30km jechał w bagażniku, tak jest mu wygodniej jeśli chodzi o jazdę naszym samochodem. Potem jak to zwykle przesiedliśmy się do innego samochodu, aby naszym wesołym autobusem składającym się z 3 osób i 3 psów dojechać na trening. Jak było zawsze? My z Maxem siedzieliśmy z przodu, bo na początku zawsze był troszkę za nachalny do Raya. Jak było wczoraj? Wczoraj nie bardzo chciał wsiąść do przodu, więc usadziłam go z Rayem, no i co się okazało delikatnie się przywitał, a potem siedział bardzo grzecznie. Dla mnie to jest jednak mały sukces. Potem ja usadziłam się między chłopakami i tak jechaliśmy sobie aż za Lublin.

Po dojechaniu na miejsce weszliśmy na plac, czarny bardzo ładnie się witał z psami, jednak na początku nie zaczaił, że york ważący tyle co jego łapa mógłby się go bać. Ogólnie zachowywał się bardzo dobrze, gdy już zapoznał się z terenem (zawsze potrzebuje chwili na zwiedzanie i wtedy nie bardzo reaguje na wołanie) świetnie się słuchał, reagował na to co do niego mówię i co najważniejsze cudownie pracował na torze. Robił to o co go prosiłam, praktycznie nie odmawiał zrobienie czegoś, było to może dwa razy wejście do tunelu. Pierwsze wejścia miał świetne. Oczywiście z naszym szczęściem akurat MY jedno wejście mieliśmy w deszcz, no ale nam to jakoś bardzo nie przeszkadzało. Dwa ostatnie wejścia to już były drobne rzeczy, ale widać było już po Maxie zmęczenie, próbował, starał się, ale coś tam nie wychodziło, myślę, że też mógł nie łapać o co mi chodzi w jednym elemencie.

Podsumowując
Na początku robiliśmy jumping podzielony na części, a potem świetną tuneliadę, która bardzo cieszyła Maxa. Pierwszy raz biegaliśmy cały torek i nawet nam wyszedł. Cały trening był świetny, podobało się zarówno mi jak i czarnemu, do domu wróciliśmy padnięci, bo po męczącym treningu wpadliśmy jeszcze nad firlej,
Mnie rozpiera duma, a Max przespał większość drogi. Gdy nie spał opierał się o drzwi ledwo przytomny, a to znaczy tylko jedno. 
To był dobry trening!

sobota, 25 marca 2017

WIOSNA!

Dawno nas tu nie było, ale dosyć dużo się działo, nie tylko w psiej kwestii i jakoś nie było kiedy tu cokolwiek napisać.
U nas wiosna w najlepsze, zrobiło się na tyle ciepło, że spędzanie czasu na dworze stało się jeszcze przyjemniejsze niż było. Swoją drogą teraz siedzę na tarasie, Aza leży obok mnie a chłopaki dojadają resztki z 'kongów', świeci słońce, wieje lekki wiatr, jest idealnie.
Co robimy na co dzień? W tygodniu głównie spacery, bo jednak szkoła wyciąga resztki energii i na treningi już nie mam ani siły ani ochoty. Jednak gdy wrócę wcześniej do domu, coś tam dłubiemy. Max doszedł do siebie po kastracji, na razie zauważyłam to, że jest dużo spokojniejszy, bardziej się stara gdy coś ze mną robi i jest strasznie nakręcony, a to bardzo dobrze więc oby tak dalej.
Cały czas nakręcam Maxa na szybkość, bo już niedługo wracamy na agilitki, dodatkowo przypominaliśmy sobie wszystko, bo 2 miesiące syn miał przerwę. Oprócz tego na co dzień szlifujemy przywołanie, które idzie powoli, ale do przodu, no i jakieś tam komendy w między czasie. Aza z Rambem natomiast oprócz spacerowania na razie nie robią nic. Aza przeszła na zasłużoną emeryturę, nic od niej nie wymagam, dobrze jest jak jest, Rambo niedługo wróci do rowerowania i nic oprócz tego raczej nie będziemy robić. Także tyle chciałam wam opowiedzieć, no i co? Do napisania!

Miłego weekendu!


czwartek, 2 marca 2017

CIEMNA STRONA BULDOŻKA

Mamy marzec, a co za tym idzie...? Wiosna! Jest coraz cieplej, nie ma śniegu, a nawet już i takiego błota jak było, więc tylko się cieszyć. A co u nas? We wtorek Max miał zdejmowane szwy, więc powoli będziemy wracać do normalności i aktywności. Oprócz tego na nasze nieszczęście Aza dostała cieczkę chwilę po kastracji. Na początku wszystko było normalnie, nie było problemów, ale w tym tygodniu zaczęły się spiny między chłopakami. Oni normalnie nie mają ze sobą problemów, nie ma bójek, ale cieczka czasem do tego doprowadza (teraz jak Maxa organizm się w 100% wyciszy, nie będzie już problemów, ale na razie musimy dać sobie radę).
Sami na pewno pamiętacie sytuację sprzed półtora roku, konflikt chłopaków, który zakończył się katastrofą. Wtedy wszyscy byli pewni (oprócz mnie), że to Maxa wina, on zaczyna, on wszystko podsyca, on jest większy, silniejszy bla bla bla. Ja już w końcu też się z tym pogodziłam, chociaż nadal nie chciało mi się wierzyć, że to tak cała wina leży po stronie czarnego. Wczorajszy spacer tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że wszyscy się mylili...
Zabrałam psy na spacer, a że przez ostatnie 2 tyg Max chodził tylko na smyczy, a Rambo miał luz, postanowiłam zamienić rolę i Max miał luz, a Ramba wzięłam na smycz. Normalnie obaj biegają, ale skoro groziło to jakąś bójką, to wolałam dmuchać na zimne i jednego mieć na smyczy. Co się okazało? Pomijając to, że Rambo na tej smyczy zachowywał się co najmniej karygodnie, szarpał się ze mną, bo on chce do Azy, bo on nie będzie szedł, bo on musi podbiec do Maxa....właśnie. Max szedł spokojnie wbijając tylko swój oziębły wzrok w Ramba, absolutnie nie ruszył by go, po prostu
 ,,zabijał go spojrzeniem'', ja to widziałam i dobrze wiedziałam, że Rambo stąpa po kruchym lodzie i jeden jego złośliwy ruch i będzie problem. Starałam się go ogarnąć, żeby Max mógł spokojnie iść obok Azy, a Rambo, żeby się nie wcinał. Biały jednak miał inne plany, za wszelką cenę chciał denerwować Maxa, próbował się o niego ocierać, podchodził pomimo tego że widziałam, że Max nie ma ochoty na jego bliski kontakt. No cóż, miałam serdecznie dosyć zachowania Ramba, więc szybko zawróciliśmy, no, ale Rambo nie odpuszczał, nadal się szarpał, nadal jak Aza była za daleko to stawał, nadal próbował podłazić do Maxa. Dzięki ci panie, że on ma jako taką cierpliwość i na moje ,,spokojnie, ignoruj'' nie dawał się sprowokować. Pod samą bramą, gdy na wszelki wypadek chciałam zapiąć na smycz Maxa, Rambo wystartował do niego z mordą, a konkretnie kłapnął mu paszczą przed samym nosem. Dla mnie tego było już za wiele, małe to to, a wredne gorzej niż nie jeden owczarek...Max zachował zimną krew, został pochwalony za swoje zachowanie, a Rambo pomimo jęczenia do wieczora siedział w swoim legowisku.
Każdy myślał do tej pory, że jeśli Rambo nie warczy na Maxa(jego warczenia to coś w rodzaju gruchania świnki morskiej, więc nikt tego nie wyłapuje oprócz mnie), nie jeży się (bo w sumie nawet jeśli, to tego nie widać) oraz nie szczeka na Maxa, to już oznacza to, że on nie wszczyna bójki, a wystarczył jeden spacer w innej formie niż zawsze i cała ciemna strona buldożka wyszła na światło dzienne. Powiem szczerze, nawet nie spodziewałabym się, że Ra tak się zachowa, no a co najciekawsze moja rodzina gdzie to Max był zawsze tym złym, trochę otworzyła oczy na całą sytuację. Fakt faktem, gdy dojdzie do bójki Rambo Maxowi nie zrobi żadnej krzywdy bo zwyczajnie nie ma jak, natomiast Max już może dużo, jednak gdyby R. nie zaczynał, a jak już jest bójka, odpuścił i nie podsycał całej sytuacji, myślę, że obyło by się bez większych uszczerbków.
Jaki z tego wniosek?
Mi narzucają się dwa przysłowia..pozory mylą i to bardzo, a cicha woda brzegi rwie :)!


piątek, 24 lutego 2017

STORY TIME! - NASZE DAWNE WYCIECZKI ROWEROWE

Dawno dawno temu....nie no zaledwie trochę ponad 4 lata temu, kiedy Rambo był jeszcze słodkim, grzecznym papisiem robiliśmy sporo absurdalnych jak dla mnie na ten moment rzeczy. Jedną z nich były wycieczki rowerowe z małym Ra. Jako 12 letnia dziewczynka, razem z rok starszą kuzynką wpakowałam psa do koszyka na rower, zapięłam go w szelki (o tyle dobrze..) i pojechaliśmy do oddalonego o jakieś 5 km miasteczka. Pojechałyśmy z nim do parku, gdzie Rambo trochę pochodził po trawie, a potem jak zasnął tak spał i jakoś nie był zainteresowany zwiedzaniem. Patrząc na to po upływie tych kilku lat...hmm rower, 12 letnie dziecko ze szczeniakiem i miasto...no ja by swojego dziecka tak nie wypuściła, ale jak osoby +16 lat same rozumieją, to były inne czasy. Gdy ja byłam mała robiłam takie rzeczy, że dziwie się, że w ogóle żyje. No ale wracając do tematu. Pojechałyśmy do tego miasta no i wróciłyśmy całe i zdrowe, no a dodatkowo nieświadomie zrobiłam psu niezły socjal.
Potem w 2014 roku woziłam w koszyku Maxa (jeździliśmy do mojej przyjaciółki i jej psa), ale ten bardzo szybko przestał mieścić się do koszyka więc szybko nasze jeżdżenie się zakończyło, no a niedługo potem jeszcze jeździłam po wsi z Gandalfem, któremu jednak średnio się to podobało...
Swoją rowerową przygodę zakończyliśmy właśnie wtedy, a wróciliśmy do tego dopiero w ubiegłym roku, teraz jednak nie wożę już ani Maxa, ani Ramba, a nawet Gandalfa w koszyku, tylko uprawiamy trochę inną dyscyplinę, bo psy biegną obok/przed rowerem. 
Każdy miał jakieś początki, ale jak sobie czasem przypomnę ten wyjazd do miasta z Rambem, to z jednej strony buzia się uśmiecha, a z drugiej strony uświadamiam sobie co się mogło złego wtedy stać..



środa, 15 lutego 2017

JAK PIES Z...PSEM? CZYLI BRATERSKA MIŁOŚĆ



Każdy kto ma w domu dwa lub więcej psów na pewno będzie wiedział bardzo dobrze o czym mówię.

Wiem, że niektóre mieszkające ze sobą psy kochają się bezgranicznie, nie miały nigdy żadnych spin, żyją w zgodzie choćby nie wiem co się działo.
Wiem też, że są osoby, które mają kilka psów, jednak nie potrafią się one w żaden sposób dogadać.Rzadko się to zdarza, ale się zdarza. Ja osobiście nie wyobrażam sobie, żeby w naszej ekipie był jakiś konflikt. Przerobiłam to już i wiem, że nie jest łatwo żyć z psami, które skaczą sobie do gardeł.
Mieliśmy taką sytuację prawie dwa lata temu jak sami na pewno dobrze wiecie, bo pisałam o tym nie raz. Jednak my mieliśmy do czynienia z konfliktem o coś, a konkret o kogoś, bo o Azę.
 Chłopaki nie mogli się pogodzić z tym, że gdy Aza ma cieczkę muszą o nią konkurować dlatego były o to konflikty.
Po tamtej strasznej cieczce przez kolejne dwie był spokój, więc kłótnie chłopaków wynikały głównie z tego, że Max był dorastającym psem, a co za tym idzie hormony w nim buzowały i przerodziło się to w agresję.

Po miesiącu izolowania wszystko wróciło do normy, a ja już tylko obserwowałam chłopaków, obserwowałam jak zachowują się w stosunku do siebie. No i tak na prawdę teraz mogę już powiedzieć, że oni na prawdę się kochają, ale są jak typowi bracia, typowe rodzeństwo. Zabawki chowają przed sobą jak tylko mogą, Max układa stosiki z piłek, żeby tylko Rambo żadną się nie mógł bawić, jednak nie ma w tym ani grama agresji. Zabierają sobie nawzajem wszystko co tylko mogą, a potem razem leżą, ganiają się i liżą po pyskach. Czy to nie jest słodkie? No jest, a mi serce rośnie jak na nich patrze. Ale jak to w rodzeństwie, Max podczas bieganiny często ,,przypadkowo'' wbiegnie na Ramba, przez co on wtedy chce się odwinąć i łapie Maxa za sierść, a gdy Rambo średnio chce się bawić, Max drze japę jakby nie wiadomo co się działo. A co się dzieje w momencie kiedy któremuś dzieje się krzywda? Wtedy drugi wkracza do akcji.

Gdy byliśmy na spacerze z Frankiem i Wiktorią, Rambo jak to Rambo chciał zabrać Frankowi zabawkę, wtedy Franek warknął na niego, a gdy Max zobaczył, że Fran ma problem do jego brata wpadł na yorka, złapał go za kurtkę i za chwilę puścił jakby chciał go ostrzec. Potem zabawy toczyły się jak zwykle. Wiem, że Max nie ruszyłby Franka gdyby nie miał powodu, i tak na prawdę cieszę się, że ta stanął w obronie Ramba. Inna sytuacja, gdy wnieśliśmy do domu pół przytomnego Maxa po kastracji Rambo od razu wsadził głowę w kołnierz, zaczął wąchać, usiadł obok Maxa i pilnował. Lizał go, nie dokuczał, po prostu siedział i pilnował. Dla mnie patrzeć na taki widok, to coś wspaniałego. Rambo i Max od samego początku byli przyjaciółmi, są braćmi. Wychowani przez Azę, spędzają ze sobą większość czasu, a gdy jest potrzeba staną za sobą murem, a w trudnych chwilach, gdy któremuś coś dolega, będą czuwać i nie pozwolą, żeby stała się któremuś jakakolwiek krzywda. To się nazywa prawdziwa braterska miłość i wierzcie mi lub nie, psy mają uczucia :)

czwartek, 9 lutego 2017

GDY PIESKI SZALEJĄ NA POLACH...

Opisując spacery ze swoim pupilem większość psiarzy opowiada o treningach, o tym jaki był dzisiejszy trening frisbee, obi czy sztuczkowanie, co tam ciekawego robili z psami itp. Czy na tym kończy się spacerowanie? Oczywiście, że nie! Gdy pieski mają czas na węszenie, bieganie i zabawę opiekunowie robią wiele dziwnych rzeczy. Niektórzy w tym czasie obczajają internety. Ja osobiście na spacerach nie używam telefonu prawie wcale pomijając wysłanie kilku snapów. Wyciszam się, cieszę się chwilą i myślę nad różnymi rzeczami. Co oprócz tego?
ŚPIEWAM
Tsaaa..moje psy muszą się często nasłuchać moich pożal się boże występów w lesie,ale jakoś średnio obchodzi je to co robię, nasłuchują tylko czy w piosence nie ma słów typu ,,masz'' , ,,jedzenie'' czy innych związanych z czymś ciekawym.

TAŃCZĘ, SKACZĘ..
Gdy mam trochę niespożytej energii, czyli po prostu wtedy gdy dostaje takiego powera, że latam jak opętana to do piosenki, którą sobie śpiewam zaczynam układać choreografię, a co! Aza zawsze patrzy na mnie takim wzrokiem, że aż zastanawiam się za kogo ona mnie uważa w tej chwili...Chłopaki najczęściej szaleją razem ze mną, a gdy już stwierdzą, że moja psychoza jest na poziomie wyższym niż ich to oddalają się i udają, że mnie nie znają.

DUBBINGUJE MOJE PSY
Obserwuję co robią i podkładam głos w taki sposób, że czasem aż mnie to śmieszy. Oni zachowują się na prawdę jakby byli w jakimś filmie :D

ZASTANAWIAM SIĘ CO BY BYŁO GDYBY...
I to jest chyba najgorsze. Zobaczę jakąś sierść czy nie daj boże kropki krwi i mam w głowie to co mogło się tutaj wydarzyć, co by było gdyby ktoś postrzelił któregoś z psów, co by było gdyby postrzelił mnie, hmm jak zachowałaby się ekipa? Co by było gdyby Rambo z lasu wyniósł jakąś rękę, a Aza odkopała zwłoki? Może to nie jest do końca normalne, ale jako dziecko naoglądałam się W-11 i teraz się to na mnie odbija, w każdej sytuacji próbuję się doszukać nutki kryminalnego serialu, aczkolwiek nie wydaje mi się ,aby było to coś złego...